Kiedy mówię ludziom, że moja granola nie zawiera białego cukru, pierwsza reakcja jest zazwyczaj kojarzą się z restrykcyjną dietą i jedzeniem bez smaku.
Rozumiem to. Przez lata cukier był tym składnikiem, który robił robotę - kleił, słodził, dawał ten przyjemny crunch. Bez niego niby co? Otóż właśnie tu zaczyna się dobra historia.
Kiedy zaczęłam eksperymentować z własnymi przepisami, naturalnie szukałam czegoś, co zastąpi cukier, ale nie odbierze granoli charakteru. Trafiłam na daktyle, erytrytol, miód - składniki, które słodzą, ale robią to inaczej, mniej agresywnie, a przede wszystkim "zdrowiej".
Efekt? Granola, która jest słodka, ale nie mdląca. Którą możesz zjeść większą porcję i nie poczuć się, jakbyś właśnie pochłonęła batonika. I która - co ważne! - po kilku tygodniach jedzenia nadal smakuje tak samo dobrze. Nie ma tego momentu, kiedy nagle masz jej dość.
Oczywiście nie twierdzę, że to jakiś magiczny superfood. To granola. Pyszna, naturalna, zrobiona ręcznie z rzeczy, które rozpoznasz na liście składników. Nic więcej, nic mniej.
Ale właśnie o to mi chodziło - żeby produkt, po który sięgasz, był czymś, na co masz ochotę. Nie czymś, co jesz, bo trzeba.
Komentarze: 0